czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 19 - Epilog

Notka na dole...
-------------------------------------
Nigdy nie dowiemy się pewnych rzeczy. Nigdy nie zrozumiemy zachowania kolejnej z napotkanych osób. Nie pojmiemy dlaczego jedna z nich dłużej zawiesza na nas swoje spojrzenie, kiedy druga ignoruje naszą osobowość całkiem nie zwracając uwagi.
Nigdy nie zrozumiem o co dokładnie chodziło Chrisowi. Choć nie raz mówiono mi o tym jaki był jego ''powód'' zachowania. Nie zrozumiem zachowania Tiffany. Nie pojmę tego, co zostało przedstawione tak zagmatwanie w tej nikłej historii, będącej jedną z miliona, nie wyróżniającą się, nie wzbudzającą wzruszeń, zainteresowania.
Nie zrozumiem... Nie chcę zrozumieć tego, że Chris chciał, aby Zayn poczuł się tak jak on, kiedy podobno Malik odebrał mu Tiff.
     Błacha historia.
     Nasza historia.
     I poniekąd moja historia.
Nigdy się nie dowiem co się wtedy wydarzyło... ale gdzieś w głębi świadomości słyszę wystrzał. Widzę zaćpane oczy brunetki. Czuję jak biegnie, by przyjąć na siebie strzał.... Więc dlaczego czuję taką pustkę kiedy tu stoję?
To co nas łączyło nigdy nie było pewne, a jednak pamiętam pierwszy szok.
Podobno łzy uleczają... To nie prawda, ukazują jedynie naszą słabość, której niekiedy nie powinniśmy ukrywać.
Nie chciałam być słaba, nie chciałam by to widzieli zwłaszcza teraz!
Nienawidziłam tego co rozlewało się wokół mnie.
Nienawidziłam blasku słonia bijącego z błękitu. Nienawidziłam zieleni przydługiej trawy. Nienawidziłam chłodnego powiewu powietrza.
Nie powinnam tu teraz być, a pomimo tego, że stałam tu pewna swego... pewna tego, że jestem na powierzchni, czułam jakby moje płuca zalewała woda.
Tyle ludzi.... Nie chciałam ich tu. Chciałam być sama i jakoś spróbować to zrozumieć. Może jednak nie?
Wszyscy przypominają mi jedynie to jak życie jest nędzne w stosunku do nieskończoności, do nicości w której się właśnie zatraca. Tylko dlaczego?
Dlaczego jest mi tak smutno?  N i e   c h c ę !
Wygrawerowane złotym napisem litery na zimnej powierzchni marmuru wywoływały nieprzyjemne dreszcze. Poklepywanie po plecach całej naszej piątce ciążyło, widziałam jak każde z nich chciało być teraz blisko siebie... razem przetrwać to wszystko, więc kiedy Ivy zrobiła krok w przód nie odwracając się do niej pokręciłam niemo głową.
Kolejna dłoń spoczęła na moim ramieniu i potem nareszcie się to stało.
Tłumy po prostu zaczęły opuszczać skąpane w cieniu miejsce spoczynku jednej duszy. Byłam sama. Nareszcie.
Kojący chłód, ciemnej ławki zetknął się z moją skórą pod czarna sukienką.
-Będzie dobrze.
Siwy starzec spojrzał jeszcze raz w moje oczy i odszedł.
Zostałam sama z pytaniami. Złote litery Jego imienia mieniły się w słońcu przypominając o figlarnym uśmiechu, kakaowych tęczówkach.
Dlaczego? Jak?
-I czego się szczerzysz idioto?!
Czarno-białe zdjęcie ani drgnęło.
-Dlaczego do cholery tam pojechałeś?! Dlaczego nic nie rozumiem? O co w tym wszystkim chodzi?!-wstałam wrzeszcząc na niego nie zważając na przechodzące obok małżeństwo- Nienawidzę Cię! Słyszysz! Nienawidzę!
Opadłam.
Nagle wszystko straciło sens. Ucieczka przed Chrisem, jego pomoc, to nagłe zakochanie... Przecież wiedziałam, że wszystko poszło zbyt łatwo, zbyt szybko ktoś coś do mnie poczuł, zbyt szybko ja się oddałam temu uczuciu.
-Miałeś wtedy wrócić! -krzyknęłam-Mieliśmy wszystko dokończyć-opuszek trafił na wargi-Miałeś być...

Ten świat nigdy nie będzie 
taki jakiego oczekiwałem.
I jeśli przestanę do niego należeć,
kto to zauważy?
Nie zostawię wszystkiego
co posiadam,
abyś poczuła, że jeszcze nie jest za późno.
Nigdy nie jest za późno.

Teraz kiedy o tym pomyślę stwierdzam, że była to naprawdę błaha historia. Historia, która mogła przytrafić się każdemu... pech chciał trafiło na mnie i choć po trzech latach staram się żyć tak jak zawsze, w każdym widzę jego ciemne oczy. W każdym staram się zrozumieć o co w tym wszystkim chodziło.
Pomimo całego bólu... to on pokazał mi kim tak naprawdę byłam i jestem do tej pory. Przekonał do ucieczki, do tego, że nie powinnam ukrywać uczuć i stawać się szara myszką. Poniekąd zadziałało... wystawy prac, stypendium na uczelni artystycznej...
Jednak już nic nie było takie jak trzy lata temu.
Złote napisy tworzące Zwykłe imię....
Żegnało go wielu... Żegnali go przyjaciele... Żegnałam go ja...  nie chcąc sobie wybaczyć, że odszedł w momencie, kiedy to ja nie chciałam go przez chwilę wtedy wysłuchać i dać wyjaśnić.
Teraz pada, więc cofam się od wspomnień i idę dalej przed siebie, zmieniona, pewniejsza siebie.
Żal mi tylko tego, aby to zyskać musiałam stracić coś...
Kogoś cenniejszego od tego wszystkiego.
     Błacha historia.
     Nasza historia.
     I poniekąd Moja historia.


Teraz znowu próbujemy
po prostu przeżyć.
Może odwrócimy to wszystko,
ponieważ nie jest za późno.
Nigdy nie jest za późno. 
----------------------------------------
Jest... wiem powinnam się tutaj już w ogóle nie pojawiać xD 
haha, a więc tak... to już chyba koniec...
Niestety. Nie spodziewałam się zżycia jako tako z tą historią... zmieniałam miliony razy plany... Mieli zginąć oboje, miała umrzeć tylko Katlyn, mieli przeżyć. Chris miał trafić za kartki, Katlyn miała zacząć ćpać, Ivy nie miała być zgwałcona, cały epizod Tiffany miał być inaczej złożony i bardziej rozbudowany, abyście zrozumieli z niego więcej, (bo boję się, że może nie było to wystarczająco jasne opisane... w sensie takim, że ja sama się w tym pogubiłam i nie byłam pewna czy napisze to w taki sposób, że rozkminicie o co chodzi). Sława Zayna miała odegrać większa rolę, ogólnie Zayn miał wylecieć z szkoły, Chris miał być bardziej bezlitosny dla Katlyn, dziewczyny  miały lepiej poznać resztę chłopaków i wgl wszystko miało być inaczej.
Zmienianie przeze mnie cały czas zdania doprowadziło do tego, iż sama zaczęłam się gubić w tym co było, a tym co ma być, więc postanowiłam nie mieszać jeszcze bardziej.
Wiem, że wiele z Was na pewno czytało o niebo lepsze historie i każde pisało, bądź pisze 100 razy lepiej ale... ciesze się, że zebrałam jakąś tam garstkę osób, które tutaj zaglądały. Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to motywowało i cieszyło... Z powodu niemiłych komplikacji tu w realu nie było mnie przez kilka tygodni za co naprawdę przepraszam...

Teraz po skończeniu tego zabiorę się bardziej za Overdose gdzie będziecie mile widziani.

Mam ostatnia prośbę... jeśli nawet nigdy nie komentowaliście, albo tak (co było niesamowite) chciałabym Was poprosić o jakiś znak w komentarzu, że to przeczytaliście, chciałabym się dowiedzieć ile ludzi wytrwało czytanie tych bredni :)

Dziękuję <3

~J.

10 komentarzy:

  1. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Czemu, ach czemu Zayn musiał umrzeć? No nic, to twoja historia i skończyłaŚ jak Ci się popodobało. Pozdrawiam i ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu go zabiłaś? Czemu oboje nie spoczeli w ziemi? Ból byłby mniejszy, a oni i tak byli by razem. Tylko, że w niebie... Ty pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawny jaką ja teraz czuję pustkę. Najpierw ból, ogromny ból powodujący łzy w mych oczach, a teraz? Piszę to Bez żadnych uczuć, jakby z tą historią oraz z Zaynem odeszło to co zawsze zastępowało tę pustkę- moje czytelnicze uczucia. To nie znaczny, że opowiadanie było słabe, było piękne skoro wydobyło ze mnie wszystkie uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale... już? Tak szybko? I już koniec? I dlaczego on zginął? To nie tak miało być.... Miało być dobrze...
    W każdym rzie dziękuję ci bardzo za tą wspaniałą historię. Była naprawdę świetna :)
    To do zobaczenia Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego to koniec?
    Okropnie smutna historia.
    Ale świetnie opisałaś ten epilog. Proszę Cię teraz tylko, abyś nigdy tego nie usuwała.
    Spotkałam się już ze świetnymi opowiadaniami, do których chciałabym wrócić, ale niestety ich autorki postanowiły zakończyć ich żywot na blogspot.
    Na pewno tu wrócę, żeby przeczytać to wszystko jeszcze raz i poczuć te emocje.
    Cieszę się też, że nie kończysz z pisaniem i na pewno mój komentarz pojawi się też na Overdose :)
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz jest mi cholernie smutno!
    To nie miało być tak, oni mieli być szczęśliwi ;/
    pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny w Overdose, gdzie na pewno zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro epilog to wypadałoby skomentować :) Przepraszam, że w ogóle nie pozostawiałam komentarzy, ale... tak wyszło, przepraszam. Szkoda, że to już koniec, szkoda, że Zayn umarł. Chciałam Ci podziękować za to opowiadanie, bo było na prawdę świetne. Cieszę się, że byłam tu od początku do końca :) Szkoda, że tak smutno się to skończyło, ale cieszę się, że dobrze ci poszło :) Powodzenia w dalszym pisaniu

    OdpowiedzUsuń
  7. Smutny ten epilog. Ale dobrze napisany. Szkoda, ze to jednak koniec historii, ale moze to i lepiej bo faktycznie mogłoby sie wszystko pomieszac. A tak to wyszla epicka historia.
    Pozdrawiam Asiek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, ze to koniec. Będę tęsknić za tym blogiem :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojaaaaa piękne zakończenie.... Naprawdę cudowne szkoda, że to już koniec. Będę tęsknić za Katlyn, i za wesołą Ivy, za Zaynem.... Dlaczego?
    No tak... Więc będę tęskni, jednak z chęcią będę czytać Overdose. Ciekawa jestem tego drugiego bloga. No i piosenka *.* Never too late... Cudo jedna z moich ulubionych :) :) lecę czytać nowy rozdział :)
    Do usłyszenia? Dziękuję kochana :***

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczny :) szkoda że tak się skończyło... Smutny koniec. Smutny ale bardzo piękny :)
    Idę czytać Overdose :)
    No nic dziękuję za miłą historię i do przeczytania :*

    OdpowiedzUsuń