wtorek, 8 marca 2016

Trust me baby


Z racji tego, że Amy się kończy postanowiłam już zadbać o powstanie nowego bloga, powstał na razie króciutki prolog. Z względu że tutaj jak i na Wattpadzie przeważył Niall to on będzie głównym bohaterem z 1D ale mam w planach, aby pozostali tez odegrali większą rolę niż tutaj.



(Nie jestem z niego w 100% zadowolona, ponieważ jest mojego autorstwa i jest dość amatorski, ale biorąc pod uwagę mój program, który co 10 minut kazał mi resetować komputer stwierdzam, że mogło być o wiele gorzej.)


wtorek, 10 listopada 2015

Amy

Yeey, tak dawno nic nie sprawdzałam na tym blogu a tutaj taka piękna liczba wyświetleń? Dla jednych może to mało ale dla mnie jest to ogromna liczba *.* 
Dziękuję, tym co czytali, a może i tym (jeśli są tacy) c czytają to teraz po zakończeniu :)
Wystartował nowy blog... znaczy jest już od jakiegoś czasu, a ja po prostu nie poinformowałam nikogo z tego bloga :) bo może (tj powyżej) ktoś to jeszcze czyta, bądź kiedyś przeczyta :))





Dziękuję <3

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 19 - Epilog

Notka na dole...
-------------------------------------
Nigdy nie dowiemy się pewnych rzeczy. Nigdy nie zrozumiemy zachowania kolejnej z napotkanych osób. Nie pojmiemy dlaczego jedna z nich dłużej zawiesza na nas swoje spojrzenie, kiedy druga ignoruje naszą osobowość całkiem nie zwracając uwagi.
Nigdy nie zrozumiem o co dokładnie chodziło Chrisowi. Choć nie raz mówiono mi o tym jaki był jego ''powód'' zachowania. Nie zrozumiem zachowania Tiffany. Nie pojmę tego, co zostało przedstawione tak zagmatwanie w tej nikłej historii, będącej jedną z miliona, nie wyróżniającą się, nie wzbudzającą wzruszeń, zainteresowania.
Nie zrozumiem... Nie chcę zrozumieć tego, że Chris chciał, aby Zayn poczuł się tak jak on, kiedy podobno Malik odebrał mu Tiff.
     Błacha historia.
     Nasza historia.
     I poniekąd moja historia.
Nigdy się nie dowiem co się wtedy wydarzyło... ale gdzieś w głębi świadomości słyszę wystrzał. Widzę zaćpane oczy brunetki. Czuję jak biegnie, by przyjąć na siebie strzał.... Więc dlaczego czuję taką pustkę kiedy tu stoję?
To co nas łączyło nigdy nie było pewne, a jednak pamiętam pierwszy szok.
Podobno łzy uleczają... To nie prawda, ukazują jedynie naszą słabość, której niekiedy nie powinniśmy ukrywać.
Nie chciałam być słaba, nie chciałam by to widzieli zwłaszcza teraz!
Nienawidziłam tego co rozlewało się wokół mnie.
Nienawidziłam blasku słonia bijącego z błękitu. Nienawidziłam zieleni przydługiej trawy. Nienawidziłam chłodnego powiewu powietrza.
Nie powinnam tu teraz być, a pomimo tego, że stałam tu pewna swego... pewna tego, że jestem na powierzchni, czułam jakby moje płuca zalewała woda.
Tyle ludzi.... Nie chciałam ich tu. Chciałam być sama i jakoś spróbować to zrozumieć. Może jednak nie?
Wszyscy przypominają mi jedynie to jak życie jest nędzne w stosunku do nieskończoności, do nicości w której się właśnie zatraca. Tylko dlaczego?
Dlaczego jest mi tak smutno?  N i e   c h c ę !
Wygrawerowane złotym napisem litery na zimnej powierzchni marmuru wywoływały nieprzyjemne dreszcze. Poklepywanie po plecach całej naszej piątce ciążyło, widziałam jak każde z nich chciało być teraz blisko siebie... razem przetrwać to wszystko, więc kiedy Ivy zrobiła krok w przód nie odwracając się do niej pokręciłam niemo głową.
Kolejna dłoń spoczęła na moim ramieniu i potem nareszcie się to stało.
Tłumy po prostu zaczęły opuszczać skąpane w cieniu miejsce spoczynku jednej duszy. Byłam sama. Nareszcie.
Kojący chłód, ciemnej ławki zetknął się z moją skórą pod czarna sukienką.
-Będzie dobrze.
Siwy starzec spojrzał jeszcze raz w moje oczy i odszedł.
Zostałam sama z pytaniami. Złote litery Jego imienia mieniły się w słońcu przypominając o figlarnym uśmiechu, kakaowych tęczówkach.
Dlaczego? Jak?
-I czego się szczerzysz idioto?!
Czarno-białe zdjęcie ani drgnęło.
-Dlaczego do cholery tam pojechałeś?! Dlaczego nic nie rozumiem? O co w tym wszystkim chodzi?!-wstałam wrzeszcząc na niego nie zważając na przechodzące obok małżeństwo- Nienawidzę Cię! Słyszysz! Nienawidzę!
Opadłam.
Nagle wszystko straciło sens. Ucieczka przed Chrisem, jego pomoc, to nagłe zakochanie... Przecież wiedziałam, że wszystko poszło zbyt łatwo, zbyt szybko ktoś coś do mnie poczuł, zbyt szybko ja się oddałam temu uczuciu.
-Miałeś wtedy wrócić! -krzyknęłam-Mieliśmy wszystko dokończyć-opuszek trafił na wargi-Miałeś być...

Ten świat nigdy nie będzie 
taki jakiego oczekiwałem.
I jeśli przestanę do niego należeć,
kto to zauważy?
Nie zostawię wszystkiego
co posiadam,
abyś poczuła, że jeszcze nie jest za późno.
Nigdy nie jest za późno.

Teraz kiedy o tym pomyślę stwierdzam, że była to naprawdę błaha historia. Historia, która mogła przytrafić się każdemu... pech chciał trafiło na mnie i choć po trzech latach staram się żyć tak jak zawsze, w każdym widzę jego ciemne oczy. W każdym staram się zrozumieć o co w tym wszystkim chodziło.
Pomimo całego bólu... to on pokazał mi kim tak naprawdę byłam i jestem do tej pory. Przekonał do ucieczki, do tego, że nie powinnam ukrywać uczuć i stawać się szara myszką. Poniekąd zadziałało... wystawy prac, stypendium na uczelni artystycznej...
Jednak już nic nie było takie jak trzy lata temu.
Złote napisy tworzące Zwykłe imię....
Żegnało go wielu... Żegnali go przyjaciele... Żegnałam go ja...  nie chcąc sobie wybaczyć, że odszedł w momencie, kiedy to ja nie chciałam go przez chwilę wtedy wysłuchać i dać wyjaśnić.
Teraz pada, więc cofam się od wspomnień i idę dalej przed siebie, zmieniona, pewniejsza siebie.
Żal mi tylko tego, aby to zyskać musiałam stracić coś...
Kogoś cenniejszego od tego wszystkiego.
     Błacha historia.
     Nasza historia.
     I poniekąd Moja historia.


Teraz znowu próbujemy
po prostu przeżyć.
Może odwrócimy to wszystko,
ponieważ nie jest za późno.
Nigdy nie jest za późno. 
----------------------------------------
Jest... wiem powinnam się tutaj już w ogóle nie pojawiać xD 
haha, a więc tak... to już chyba koniec...
Niestety. Nie spodziewałam się zżycia jako tako z tą historią... zmieniałam miliony razy plany... Mieli zginąć oboje, miała umrzeć tylko Katlyn, mieli przeżyć. Chris miał trafić za kartki, Katlyn miała zacząć ćpać, Ivy nie miała być zgwałcona, cały epizod Tiffany miał być inaczej złożony i bardziej rozbudowany, abyście zrozumieli z niego więcej, (bo boję się, że może nie było to wystarczająco jasne opisane... w sensie takim, że ja sama się w tym pogubiłam i nie byłam pewna czy napisze to w taki sposób, że rozkminicie o co chodzi). Sława Zayna miała odegrać większa rolę, ogólnie Zayn miał wylecieć z szkoły, Chris miał być bardziej bezlitosny dla Katlyn, dziewczyny  miały lepiej poznać resztę chłopaków i wgl wszystko miało być inaczej.
Zmienianie przeze mnie cały czas zdania doprowadziło do tego, iż sama zaczęłam się gubić w tym co było, a tym co ma być, więc postanowiłam nie mieszać jeszcze bardziej.
Wiem, że wiele z Was na pewno czytało o niebo lepsze historie i każde pisało, bądź pisze 100 razy lepiej ale... ciesze się, że zebrałam jakąś tam garstkę osób, które tutaj zaglądały. Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to motywowało i cieszyło... Z powodu niemiłych komplikacji tu w realu nie było mnie przez kilka tygodni za co naprawdę przepraszam...

Teraz po skończeniu tego zabiorę się bardziej za Overdose gdzie będziecie mile widziani.

Mam ostatnia prośbę... jeśli nawet nigdy nie komentowaliście, albo tak (co było niesamowite) chciałabym Was poprosić o jakiś znak w komentarzu, że to przeczytaliście, chciałabym się dowiedzieć ile ludzi wytrwało czytanie tych bredni :)

Dziękuję <3

~J.

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział?

No więc tak....  Wiem że jeśli chodzi o rozdział to ostatnio nie zachwyciłam tutaj aktywnością...  Przepraszam każdego kto jednak czekał i czeka dalej. Nie zapomniałam o tej historii. Ostatnio dzieje się u mnie niezbyt ciekawie nie wykluczając szkoły, zdrowia jak i relacji między ludzkich że tak to ujme. Postaram się dodać coś tu w tym tygodniu... Jak nie w tym to w następnym ale na pewno nie mam zamiaru zamykać tego bloga czy coś takiego :) bd lepiej wrócę do w miarę regularnego pisania
Tymczasem zapraszam tych którzy jeszcze nie czytali 1 rozdziału na Overdose.

http://overdose-harrystyles.blogspot.com/?m=1

Nie wchodzą mi tutaj inaczej linki...  Przepraszam :)

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 18

Czułam zimne krople potu na karku, a w głębi gardła uwięziony przez wielką gule oddech. Serce pracowało niczym maszyna, nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa, gdzie przy każdym kolejnym kroku ramiona stawały się coraz to cięższe.
Otarłam rękawem bluzy swobodnie spływające powoli gorzkie łzy. Chciałam wierzyć, że słowa Chrisa to tylko kupka kłamstw, jednak z każdym kolejnym przebiegłym metrem zdawałam sobie sprawę, iż może okazać się to prawdą.
Od kiedy zobaczyłam to przeklęte zdjęcie w jego pokoju wiedziałam... coś musiało być nie tak, ale po prostu to bagatelizowałam wmawiając sobie jak kretynka co innego.
   -Jeszcze trochę-po płucach rozchodził się żar próbujący wyrwać mi ten narząd z wnętrza-ostatnia ulica.
Oparłam się o bramę zginając w pół by złapać odrobinę tlenu. Z budynku nadal dochodziła głośna muzyka, a szyby wyglądały tak jakby miały zaraz wyskoczyć z framug okiennych.
Idąc zatłoczonym korytarzem wypatrywałam lokatorów mieszkania, gdzieś mignęły mi loczki Harrego, ale nawet nie mrugnęłam, a ich już ich nie było. Z kuchni dochodził przytłumiony przez basy śmiech Horana, ale najwidoczniej w ułamku sekundy zdążył się ulotnić z tego miejsca.
   -Gdzie ty możesz być kretynie-mruknęłam.
Dzwonił do niego Paul, ale skoro chłopacy są tutaj szczerze wątpiłam, aby miał jechać do niego sam. Wyjrzałam przez najbliższe okno...
   -Jest.
Czarne BMW jak zawsze lśniło na podjeździe, więc musi gdzieś tu być.
Skoro rozmawiał z menadżerem muszą mieć cichszy kąt . Bez zastanowienia ruszyłam w stronę jedynego znanego mi bliżej miejsca gdzie mogli by wymienić kilka zdań.
Wchodząc po schodach ukradkiem minęłam Louisa całującego jakąś śliczną brunetkę, co chwila wbijającą swoje paznokcie w jego plecy, co najwidoczniej mu odpowiadało, kiedy przyciągał ją coraz bliżej nawet jeśli wydawało się to już niemożliwe.
   -...kochasz?!
Przed naciśnięciem klamki zastygłam. To zdecydowanie nie brzmiało jak Paul, nawet nie przypominało jakiegokolwiek głosu mężczyzny. Może go tam nie ma? Ktoś z znajomych postanowił chwilę porozmawiać sam na sam.
Tak.
Obróciłam się zwinnie na pięcie gotowa do dalszych poszukiwań.
   -Tak!-Zayn? Tu jest.-Kocham! Jeszcze tego nie zrozumiałaś?
Chwila ciszy. Do oczu napłynęła nowa fala łez lecąca tymi samymi stróżkami co te, które dopiero co wyschły.
Idiotka! Co ty sobie myślałaś?! Że ktoś taki naprawdę zwróci na ciebie uwagę?
Stoi tam za drzwiami, zapewne z długowłosą pięknością z zdjęcia na dolnej szafce w jego pokoju i mówi od tak że ''Kocha''.
Cichy jęk, odgłos uderzenia.
   -Wiesz, że to niczego nie zmienia-muzyka dla mnie przestała grac. Przez zamknięte drzwi słyszałam ich szepty jakby stali tuż obok.
Miałam ochotę tam wejść, wyzwać go, przyłożyć prosto w twarz ale... ja taka nie jestem. Sama byłam zbyt naiwna więc co teraz mogę się dziwić? Zrobiłam krok w tył.
''Jesteś zwykłą suką''
Czy nie oto właśnie mu chodziło? Odchodząc tak po prostu właśnie na taką wychodziłam.
Pewna siebie z zaciśniętymi zębami pokierowałam klamkę bez pukania ku dołowi rozchylając dynamicznie drzwi. Gdyby nie ogarniała mnie frustracja, zmęczenie, gniew, smutek i wszystko razem zapewne wybuchnęłabym śmiechem wyobrażając sobie taką scenę w filmie. Teraz jednak była twarda rzeczywistość z którą przyszło mi się zmierzyć.
Moja pewność siebie zniknęła kiedy tylko ujrzałam Zayna klejącego się do brunetki z zdjęcia, które prześladowało mnie od dwóch tygodni.
Miałam ochotę wybuchnąć histerycznie płaczem, ale coś mi na to nie pozwalało. Chyba nawet mnie nie zauważyli, płynne, a zarazem konkretne ruchy sprawiały wrażenie, jakby nieznana mi dziewczyna łapczywie kazała mu zostać przy sobie, a on niczym bezbronne zwierze temu ulegał.
Trzasnęłam drzwiami... brawo Katlyn! To jedyne na co było cię zawsze stać! Nigdy nie potrafiłaś obronić swojego zdania, godności, swojej osoby.
Nie potrafiłaś postawić się Chrisowi przez ten długi czas pozwalając na to by gardził tobą, a ty jak debilka wmawiałaś sobie, że ma po prostu zły dzień.
Nie potrafiłaś stanąć oko w oko z Amandą i zaprzeczyć przed całą szkołą że plotki o tym przeklętym klubie to jakaś brednia. Przez ostatnie 2 tygodnie chodziłaś korytarzami dobrowolnie słuchając szeptów i zgryźliwych uwag dotyczących twojej osoby.
Teraz tak po prostu uciekłaś widząc, że ktoś komu jeszcze godzinę temu powiedziałaś pieprzone ''Kocham Cię'' bez najmniejszego wzruszenia okłamywał całą twoją osobę i nie potrafiłaś mu wygarnąć od tak, że jest skończonym palantem.
   -Katlyn?-ciepła dłoń Liama opatuliła mój nadgarstek-co ty tutaj robisz? Myślałem... znaczy Zayn mówił, że zostałaś u siebie.
   -Najwidoczniej przeoczył mały szczegół-jego rozszerzone delikatnie źrenice świadczyły o jakiejś tam dawce alkoholu.
-Koooochanie nie chciałbyś... Kat?-rozpromieniona Ivy pojawiła się u jego boku.
Dopiero teraz zauważyłam jaki on był wysoki. Objął ramieniem dokładnie Iv na co uśmiechnęłam się nieznacznie, byli tacy... słodcy? Cieszyłam się, że znalazła kogoś takiego jak on. Kogoś kto pomógł jej tak szybko stanąć na nogi po tym co przeżyła u mnie w mieszkaniu... z mojej winy. Wiedziałam, że powinnam ją sama pocieszać ale szczerze... całymi dniami siedziała z Liamem czego nie miałam jej za złe. Wiedziałam, że on bardzo dobrze na nią wpływa i byłam mu za to wdzięczna z całego serca.
Milczałam zatopiona w swoich własnych myślach kiedy oni bezgłośnie poruszali w moją stronę ustami.
   -Ziemia do Katlyn, nadajemy na żywo-delikatne palce blondynki pstryknęły przed nosem- Kaaat...?-zdawkowe, przedłużone pytanie-Co się stało?
Zrobiła krok do przodu. Chciałam się wtulić w te kruche ramiona, wypłakać, wyżalić jak małe dziecko, które cały czas się nad sobą lituje, jednak widząc za jej plecami rozkojarzony wzrok Malika, najwyraźniej szukającego czegoś albo Kogoś, zrezygnowałam planując odwrót.
   -Ja... ja chyba już faktycznie pójdę...
Wymamrotałam nie łudząc się, że zrozumieją.
Wybiegłam czym prędzej na świeże powietrze ponownie czując palący gaz w przełyku. Nie byłam pewna czy to przez szybki bieg, który miał sprawić jak najszybsze oddalenie od jego osoby, czy też przez łzy i szloch nie dający mi w tym momencie spokoju.
Teraz pragnęłam tylko jednego... ucieczki.

Bez Ciebie życie jest marną syntezą bieli i czerni,
niczym pułapka więzi nasze ciała gdzieś daleko.
Nie wiem jak wyglądasz, ale wiem żeś nieskalane piękno.
Tyś moją mekką, moją muzą, boską ręką,
Każda sekunda zmienia się w godzinę, a ta w wieczność,
gdy nie ma Cię, nie ma nic tam na szczycie,
pokoloruj ten szkic zwany życiem, tylko proszę Cię.

-Zayn-
   -Cholera!
Coraz mocniej zaciskałem pięści na kierownicy pędząc jak szybko się da. Miałem ochotę zabić Tiff, tylko co Katlyn tam robiła?
Bez większego opóźnienia zatrzymałem się z piskiem opon przed kamienicą w której mieszkała.
   -Katlyn! wiem, że tam jesteś!-waliłem pięściami-otwieraj te przeklęte drzwi! albo poradzę sobie z nimi w inny sposób!
Nic... wiedziałem, że tam jest. Słyszałem hałas, coś się tłukło, upadało, słyszałem cichy, chyba jeden z najcichszych krzyków... przypominał szept ale wiedziałem, że tylko się powstrzymuje. Ponowny hałas.
   -Kuźwa Katlyn otwieraj!
Nic, zero odzewu. Przestałem walić. Chciałem jakoś pozbyć się tych przeklętych drzwi, kiedy tak po prostu nastała cisza. Z mojej strony jak i z jej. Niemal słyszałem i czułem jej oddech wydobywający się zza drewnianej płyty, która nas dzieliła.
   -Kat...-zacząłem.
   -Nienawidzę cię... słyszysz nienawidzę... spieprzaj z mojego życia, daj mi święty spokój.
   -Ka...
   -Przeliterować ci to? Wynoś się!!!
Przyłożona dłoń do zimnej powierzchni oderwała się zaciskając swoje palce.
  -Chris ci to wszystko wmówił tak?-cisza-Wierzysz jemu, nie mi.
Bolało. Chociaż wiedziałem dlaczego tak mocno zareagowała... Rozmawiałem przecież z Ivy, mówiła, że jedynymi osobami, którym zaufała kiedykolwiek była ona sama i ten dupek Chris. Nie mam co jej winić za takie nastawienie, po tym jak zobaczyła to czego nie miała.
   -Nie wierzyłam, ale sam mi to udowodniłeś, więc teraz spadaj albo zadzwonię po policję, a na kolejne skandale przez wybredną szmatę nie możesz sobie pozwolić prawda?
Zagryzłem wargę. Coś mi tutaj nie pasowało. Odepchnąłem się mocno od drzwi i zbiegłem do auta ruszając zamnim zdążyłem porządnie usiąśc.
Kierowałem się w jedyne miejsce, które przychodziło mi do głowy, więc z nikłym zadowoleniem wypadłem podchodząc bliżej rozmawiającej z sobą dwójki.
   -Ty idioto!
Pchnąłem jego plecy, zdezorientowany zatoczył się wpadając przodem na Tiff. Okręcił się o 180 stopni ukazując swój chytry uśmieszek.
   -Nie spodobała ci się nasza niespodzianka czy co?
Zerknąłem na dziewczynę stojącą za jego plecami. Spuściła głowę, nie byłem pewny czy tylko dlatego, że wini się za wszystko, czy z powodu swojego triumfu.
   -Myślisz że to coś zmieni? I tak do ciebie nie wróci?-skinąłem głową na brunetkę- jest zbyt tępa i przecpana, aby zrobić to na trzeźwo. Nie masz ani kasy na którą poleci, ani uroku który to zrekompensuje. Zresztą naprawdę myślisz, że jeśli Katlyn mnie zostawi ona natychmiast poleci w twoje ramiona? Przyznaj mu się...
Skierował na nią spojrzenie zaciskając pięści.
   -Nic nie słyszę... powiedz mu Tiff jak obiecałaś mi wszystko, że on dla ciebie nic nie znaczy. Powiedz jak przyznawałaś się, że i tak go zostawisz i będziesz tylko moja?
Nic nie mówiła. Taka była prawda. Rozstałem się z Tiff tylko dlatego, że przejrzałem wtedy na oczy. Spostrzegłem, że nie kocha mnie tylko prezenty i wyjazdy poza granice w luksusowych samolotach. To kiedy raz w życiu ją uderzyłem... do cholery przecież ćpała... wszystko jak leci! chciałem tylko aby się wtedy opamiętała, otrząsnęła nic poza tym.
Chris musi przejrzeć na oczy. To że zniszczy życie Katlyn nie oznacza, że Tiffany do niego wróci.
   -Zamknij się! Będzie moja, jest moja!- zza pleców wyjął metaliczny pistolet celując prosto w moją głowę-Ty nas wtedy rozdzieliłeś, ty...
   -No błagam cię nie rób z tego takiego melodramatu.
Prychnąłem czując niepewność kiedy odbezpieczył broń.
Wdech i...

Pokaż się proszę dziś, pokaż się proszę już
bez Ciebie jestem cieniem, więźniem w poczekalni dusz, 
może się zjawisz dziś, może przytulisz już,
i wyjmiesz z serca ciernie martwych dawno powiędłych róż,
dawno powiędłych róż, martwych powiędłych róż,
wyjmij z serca ciernie martwych dawno powiędłych róż,
ciernie tych suchych róż, kruchych bez życia róż,
Proszę powiedz mi gdzie jesteś?
----------------------------------------------
Jest.... Nie było tutaj nic od dwóch tygodni i ... ostatnio trochę się u mnie działo i nie miałam ani chęci, ani serca do tego by cokolwiek pisać... tyle czekania a tutaj.... doceniam to, że piszecie iż Wam się podoba... naprawdę nie ma nic co bardziej podniesie na duchu ale ja sama nie jestem z tego zadowolona... może to dlatego, że czytam za dużo książek i innych ff które są *.* niekiedy nie do opisania.
Pomimo to Dziękuje każdemu z osobna kto przeczyta te brednie :*
W między czasie pojawił się pierwszy rozdział na Overdose gdyby ktoś był zainteresowany :) Zapraszam :)
Czekam na coś nowego u Was... :)
Przepraszam też że ostatnio nie komentowałam nic ale tak jak mówiłam... te dwa tygodnie były chyba jednymi z najgorszych jak na razie w tym roku i tak jakoś... ale obiecuję poprawę :D